Iluzja statystyki


René Guénon



Wracając do rozważań nad ‘naukowym’ punktem widzenia we współczesnym jego rozumieniu, można powiedzieć, że jego główną cechą jest próba sprowadzenia wszystkiego do ilości, czego zaś nie można do niej sprowadzić pominięcia, lub traktowania w mniejszym lub większym stopniu za nieistniejące. Pośród dzisiejszych ludzi powszechne jest myślenie, że to, czego nie można ‘wyrazić w liczbach’, lub innymi słowy w sposób czysto ilościowy, nie posiada tym samym jakiejkolwiek wartości ‘naukowej’; założenie to obecne jest nie tylko w ‘fizyce’ w zwykłym tego słowa znaczeniu, ale i we wszystkich naukach ‘oficjalnie’ za takie uznawanych, jak zaś widzieliśmy nawet domena psychologiczna ulega jego wpływom. W poprzednich rozdziałach wyjaśniliśmy w sposób wystarczająco jasny, że pogląd ten związany jest z utraceniem kontaktu ze wszystkim, co prawdziwie esencjalne w ścisłym znaczeniu tego słowa; wskazaliśmy również, że ‘pozostałość’, która znajduje się w zasięgu takiej nauki nie jest w rzeczywistości zdolna do wytłumaczenia czegokolwiek; niemniej jedna z charakterystycznych cech współczesnej nauki zasługuje na dalsze rozważenie, ponieważ wykazuje szczególnie wyraźnie jak daleko nauka zwodzi samą siebie co do wniosków, które wyciągnąć można z ocen czysto ilościowych; cecha ta jest ponadto bezpośrednio związana z tematem poprzedniego rozdziału.

Tendencja do uniformizacji, nie ograniczona do domeny ludzkiej, lecz rozciągająca się również na domenę ‘naturalną’, prowadzi do idei, która ugruntowuje się niczym zasada (nawet jeśli należy ją nazwać ‘pseudo-zasadą’), mianowicie, że istnieje powtarzalność identycznych zjawisk; lecz to, zgodnie z zasadą ‘identyczności przedmiotów nierozróżnialnych’ nie jest niczym innym niż zwykłą niemożliwością. Dobrym przykładem tej idei jest stwierdzenie, że ‘te same przyczyny rodzą te same efekty’, co wyrażone w tej formie jest z samej natury absurdem, ponieważ w sukcesywnym porządku manifestacji przyczyny lub skutki nigdy nie mogą być takie same; czy nie jest dość powszechnym powiedzenie, że ‘historia się powtarza’, podczas gdy prawdą jest tylko to, że pomiędzy pewnymi okresami i wydarzeniami istnieją analogiczne korespondencje? Poprawnym byłoby stwierdzenie, że przyczyny porównywalne między sobą w pewnych powiązaniach rodzą efekty podobnie porównywalne w tych samych powiązaniach; niemniej prócz podobieństw, na podstawie których utrzymywać można, że reprezentują swego rodzaju częściową tożsamość, zawsze nieuniknione są różnice, z powodu prostego faktu, iż z założenia mowa jest tutaj o dwóch różnych rzeczach, a nie o jednej. Prawdą jest, że owe różnice, reprezentujące rozróżnienie jakościowe, maleją wraz ze stopniem swojej manifestacji, w czego konsekwencji zachodzi wzrost podobieństwa, tak iż w niektórych przypadkach pobieżna i niepełna obserwacja mogłaby dać wrażenie swego rodzaju identyczności; różnice jednak nigdy całkowicie nie zanikają i dotyczy to wszystkiego, co nie znajduje się poniżej poziomu manifestacji. Nawet jeśli różnice ograniczyłyby się do nieustannie zmiennego wpływu czasu i miejsca, nie mogłyby być one nigdy bez żadnego znaczenia; w rzeczywistości jednak nie można tego zrozumieć, jeśli nie weźmie się pod uwagę faktu, iż prawdziwa przestrzeń i czas nie są, jak we współczesnych koncepcjach, homogenicznymi pojemnikami i trybami czystej ilości, lecz przeciwnie, uwarunkowania czasowe i przestrzenne posiadają również aspekt jakościowy. Uzasadnionym jest zatem pytanie, jak ludzie, którzy przeczą różnicom i rozmyślnie nie chcą ich dostrzec mogą rościć pretensję do ‘ścisłej’ nauki; w rzeczywistości nie może być mowy o ‘ścisłej’ nauce poza matematyką, zainteresowaną domeną czystej ilości. Cała reszta współczesnej nauki jest w tym przypadku kwestią mniej lub bardziej przybliżonych oszacowań, i to nie tylko w tych zastosowaniach, w których każdy musi przyznać nieuniknioną niedoskonałość środków obserwacji i pomiaru, ale również z czysto teoretycznego punktu widzenia: licznych tego przykładów mogłyby dostarczyć niewykonalne założenia stanowiące niemal całą podstawę ‘klasycznej’ mechaniki, leżące z kolei u podstaw współczesnej fizyki (1).

Oparcie nauki w mniejszym lub większym stopniu na pojęciu powtarzalności wiąże się z jeszcze jednym złudzeniem ilościowego rodzaju, mianowicie myślą, że nagromadzenie dużej liczby faktów służyć może jako ‘dowód’ danej teorii; nie potrzeba głębokiej refleksji aby zrozumieć, że fakty tego samego rodzaju są zawsze nieokreślonej ilości, tak więc nigdy nie można rozważyć ich wszystkich, pomijając już to, że te same fakty pasują zazwyczaj równie dobrze do wielu różnych teorii. Ktoś mógłby powiedzieć, że ustalenie większej liczby faktów daje przynajmniej danej teorii większe ‘prawdopodobieństwo’; lecz jest to równe przyznaniu, że nie można w ten sposób osiągnąć żadnej pewności, w związku z czym wyciągnięte wnioski nie mają w sobie niczego ‘ścisłego’; jest to również potwierdzenie w pełni ‘empirycznego’ charakteru współczesnej nauki, choć, co zakrawa na ironię, jej stronnicy skłonni są oskarżać o ‘empiryzm’ wiedzę starożytną, podczas gdy prawda jest dokładnie odwrotna: albowiem starożytna wiedza, o której prawdziwej naturze nie mają żadnego pojęcia, wywodzi się z zasad, nie zaś eksperymentalnych obserwacji, tak więc faktycznie powiedzieć można, że podstawy profańskiej nauki są dokładnie odwrotne od nauki tradycyjnej. Co więcej, jakkolwiek ‘empiryzm’ jest sam w sobie niewystarczający, temu, który charakteryzuje współczesną naukę bardzo daleko jest do bycia integralnym, ponieważ lekceważy on lub pomija znaczącą część dowodów doświadczenia, tę właśnie część, która posiada szczególny charakter jakościowy; doświadczenie percepcji, podobnie jak każdy inny rodzaj doświadczenia, nie może obrać za swój przedmiot czystej ilości, i im dane podejście jest czystej ilości bliższe, tym większy jest jego dystans od rzeczywistości, która powinna być uchwycona i wyjaśniona; nietrudno dostrzec, że najnowsze teorie są również tymi, które mają najmniejszy związek z rzeczywistością, chętnie zastępowaną ‘konwencjami’. Nie można powiedzieć, że są to konwencje całkowicie arbitralne, ponieważ w rzeczywistości nie ma takiej możliwości, jako że przyjęcie jakiejkolwiek konwencji z konieczności wiąże się z jakimś dla tego powodem, są one jednak tak arbitralne, jak to tylko możliwe; innymi słowy, ich ugruntowanie w prawdziwej naturze rzeczy jest minimalne.

Wspomniano tutaj, iż współczesna nauka, starająca się być całkowicie kwantytatywną, nie bierze pod uwagę różnic pomiędzy poszczególnymi faktami nawet w przypadkach, w których różnice te zaznaczają się najmocniej, tj. w których elementy jakościowe w istotnym stopniu przeważają nad ilościowymi; i dlatego właśnie mija się ona z większą częścią rzeczywistości, zaś ten częściowy i podrzędny aspekt prawdy, który zdolna jest uchwycić pomimo wszystkich swoich błędów (jako że całkowity błąd nie może mieć znaczenia innego niż czystej negacji) jest niemal całkowicie ograniczony. Jest to szczególnie widoczne w przypadku faktów dotyczących porządku ludzkiego, ponieważ są one najbardziej jakościowymi z tych wszystkich, które współczesna nauka uznaje za objęte swoją domeną; nauka jednak traktuje je dokładnie tak jak inne fakty, takie jak te dotyczące nie tylko ‘zorganizowanej’, ale i ‘surowej materii’, jako że ostatecznie posiada tylko jedną metodę, którą stosuje jednakowo wobec najróżniejszych przedmiotów, dokładnie z tego powodu, iż z racji swojego szczególnego punktu widzenia nie jest zdolna dostrzec tego, czym są esencjalne różnice pomiędzy faktami. I przede wszystkim w porządku ludzkim, czy to w sferze historii, ‘socjologii’, ‘psychologii’ czy każdej innej nauki, którą moglibyśmy tutaj wymienić, najbardziej uwidacznia się błędny charakter ‘statystyki’, której ludzie współcześni nadają tak duże znaczenie; sytuacja jest tutaj podobna, a statystyka oznacza w rzeczywistości zliczanie mniejszej lub większej ilości faktów, które są rzekomo ściśle podobne, ponieważ gdyby takie nie były, ich dodawanie nie miałoby sensu; oczywistym jest to, że uzyskany w ten sposób obraz jest deformacją prawdy i w im mniejszym stopniu brane pod uwagę fakty są podobne lub rzeczywiście porównywalne, lub im większe jest relatywne znaczenie i złożoność powiązanych z nimi elementów jakościowych, tym większa jest deformacja. Pod postacią liczb i kalkulacji sprawiają one jednak iluzję, czy to statystykowi czy odbiorcom, dla których są przeznaczone, swego rodzaju ‘precyzyjności’, którą określić można mianem ‘pseudo-matematycznej’; w rzeczywistości jednak w sposób niezauważalny i z powodu siły przyjętych z góry założeń, z liczb tych wyciąga się niemal każdą pożądaną konkluzję, tak dalece bez znaczenia są one samymi w sobie. Dowodem na to jest fakt, iż ta sama statystyka w rękach kilku ekspertów, nawet jeśli mieliby być oni ‘specjalistami’ w tej samej dziedzinie, często i zgodnie z poszczególnymi teoriami tego czy innego eksperta rodzi całkiem różne wnioski, które niekiedy mogą być nawet diametralnie przeciwne. W tej sytuacji samozwańcze ‘ścisłe’ nauki ludzi współczesnych, w stopniu w jakim wykorzystują statystykę i posuwają się do wywodzenia z niej prognoz na przyszłość (zawsze opierając się o rzekomą tożsamość faktów branych pod uwagę, czy to przeszłych czy przyszłych), nie są tak naprawdę niczym więcej niż naukami ‘domniemań’, by użyć tu pojęcia wykorzystywanego przez propagatorów swego rodzaju nowoczesnej astrologii, określanej mianem ‘naukowej’; wykorzystując to pojęcie przyznają oni chętniej niż wielu innych ludzi, z czego rzeczywiście składa się ich astrologia, mająca z pewnością najbardziej mglisty i odległy związek, ograniczający się zapewne do wspólnej terminologii, z prawdziwą astrologią starożytną, kompletnie dzisiaj wraz z pozostałą wiedzą tego samego porządku utraconą. W istocie owa ‘neo-astrologia’ wykorzystuje w dużym stopniu statystykę w swoich próbach ‘empirycznego’ się ugruntowania i bez związku z jakąkolwiek zasadą; z tej właśnie przyczyny rości sobie prawa do określenia ‘naukowości’, podczas gdy naukowy charakter prawdziwej astrologii jest negowany, która to negacja jest ponownie bardzo charakterystyczna i znacząca dla współczesnej mentalności.

Założenie, zgodnie z którym fakty są identyczne, podczas gdy w rzeczywistości są tylko tego samego rodzaju, lub pod pewnymi względami są porównywalne, wnosząc swój wkład w iluzoryczność ‘ścisłej’ nauki zaspokaja jednocześnie pragnienie daleko idącej symplifikacji, charakteryzujące współczesną mentalność do tego stopnia, iż bez ironizowania określić ją można mianem ‘prostackiej’ zarówno w swych koncepcjach ‘naukowych’ jak i wszelkich innych manifestacjach. Te idee są ze sobą powiązane: pragnieniu symplifikacji z konieczności towarzyszy tendencja redukowania wszystkiego do ilości i wzmacnia ono tę tendencję, ponieważ, co oczywiste, nic nie może być prostszego od ilości; jeśli istotę lub rzecz można by skutecznie pozbawić wszelkiej dystynktywnej jakości, uzyskana w ten sposób ‘pozostałość’ istotnie byłaby obdarzona najwyższą prostotą: w skrajnym przypadku tej prostoty mogłaby ona należeć jedynie do czystej ilości, będąc prostotą bliźniaczych ‘jednostek’ składających się na numeryczną wielość - co zasługuje na dalsze, bardziej szczegółowe rozważenie.


  1. Gdzie, dla przykładu, dostrzeżono ‘punkt materialny’, ‘ciało doskonale rozciągliwe’, ‘nierozciągliwą, nieważką nić’, czy jakiekolwiek inne z nie mniej wyimaginowanych ‘pojęć’, którymi ta nauka jest wypełniona, mimo iż uznawana jest przede wszystkim za ‘racjonalną’.

(źródło: R. Guénon, The Reign of Quantity & the Signs of the Times, Hillsdale NY 2004
tłum. z ang. KS)