Matriarchat w dziele J. J. Bachofena


Julius Evola



Johann Jakob Bachofen mógłby być nazwany „odkryciem” współczesnej europejskiej kultury. Rówieśnik Nietzschego (urodzony w Bazylei w 1815, zmarły w 1887), należał do tych samych kręgów duchowych, które dały początek nietzscheańskim „Narodzinom tragedii” oraz „Psyche” Rohdego. Za jego życia, dzieło, którego był autorem, nie osiągnęło praktycznie żadnego uznania. Większość społeczeństwa nie weszła z nim w ogóle w kontakt, podczas gdy „specjaliści” starożytnej historii i archeologii zawiązali przeciwko niemu swego rodzaju zmowę milczenia, której przyczyną była jego opozycja wobec drogich im metod i koncepcji.

Współcześnie dzieło Bachofena zostało w znacznej mierze ponownie odkryte, uznane za pionierskie oraz mistrzowskie. Pierwsza reedycja wybranych pism Bachofena opublikowana została w trzech tomach w Lipsku, w 1926 przez C.A. Bernouilliego pod tytułem „Urreligion und antike Symbole”; druga, wzbogacona obszernym esejem wprowadzającym, zredagowana została przez A. Baumlera w 1926 pod tytułem „Der Mythos von Orient und Okzident”.

Opanowując znajomość archeologii i filologii swych czasów, Bachofen poświęcił się szczegółowej interpretacji najdawniejszych symboli, mitów, kultów i form prawa, interpretacji szczególnie ważnej z powodu wielkiej liczby idei i punktów odniesienia, które oferuje ona osobom dążącym do zgłębienia prawie niepodejrzewanego wymiaru świata naszych przodków i do uchwycenia czegoś w rodzaju tajemnej historii starożytnych cywilizacji, ukrytej za ich jawnymi dziejami, stanowiącej najlepszy przykład tego, co zwane jest „historiografią krytyczną”. Biorąc to pod uwagę, fakt, iż niektóre wnioski i objaśnienia Bachofena nie są celne, zaś pewne ustalenia skażone są nadmiernym uproszczeniem, oraz że, od jego czasów, nauka o starożytności zebrała wielką ilość dalszego materiału, nie przesądza zasadniczej wartości jego pracy i nie upoważnia współczesnych do traktowania jego głównych dzieł, owoców głębokich i złożonych studiów oraz celnej intuicji, za „przestarzałe”. Bachofen jest dziś „przestarzały” w tym samym, wątpliwym stopniu, jak Fustel de Coulanges, Max Muller czy Schelling. Analizując autorów tego typu, to ci, którzy nastąpili po nich muszą utrzymywać się w lepszej formie, ponieważ, mimo że ich „szkiełko”, to jest ich analityczne instrumentarium jest niewątpliwie doskonalsze, to wewnętrzny wgląd wydaje się w równym stopniu bardziej krótkowzroczny, zaś ich badania, często gubiące swą drogę w bezdusznym i mętnym specjalizmie, nie odzwierciedlają już niczego z siły syntezy i pewności intuicji niektórych mistrzów ostatniego stulecia.

Co jest interesujące w Bachofenie, to przede wszystkim jego metoda. W porównaniu ze zwykłym, naukowym, akademickim sposobem postrzegania starożytnych cywilizacji, dawnych kultów i mitów jest ona metodą nową i rewolucyjną, będąc przy tym „tradycyjną” w wyższym znaczeniu tego słowa. Rozumiemy przez to, iż metoda, której w celu odkrycia tajemnic świata naszych przodków poszukiwał Bachofen jest, w mniejszym lub większym stopniu, anty-indywidualistyczną i anty-racjonalistyczną metodą człowieka każdej tradycyjnej cywilizacji.

Podstawową przesłanką dzieł Bachofena jest to, że symbol i mit są świadectwami, które każda kompletna nauka historyczna musi wziąć pod rozwagę. Nie są to przypadkowe twory, projekcje kapryśnej i poetyckiej wyobraźni: przeciwnie, są one „przedstawieniami doświadczeń rasy w świetle jej religijnej świadomości”, podporządkowanymi dokładnie sprecyzowanej logice i prawu. Ponadto, symbol, tradycja i legenda nie mogą być rozpatrywane i oceniane podług swej „historyczności” w najwęższym znaczeniu tego słowa; to właśnie powyższe nieporozumienie uniemożliwiło nam dotarcie do najcenniejszej wiedzy. Na co trzeba zwrócić uwagę, to nie problematyczne znaczenie „historyczne” tychże, lecz ich ustalone znaczenie jako „faktów ducha”.

Gdziekolwiek zarejestrowane wydarzenie i „pewny” dokument dłużej do nas nie przemawiają, spotykamy się z mitem, symbolem i legendą, gotowymi do wprowadzenia nas do głębszej, ukrytej i pierwotnej rzeczywistości, której zewnętrzne, historyczne i namacalne oblicze starożytnych społeczeństw, ras i cywilizacji jest tylko konsekwencją. Z tego powodu, są one często jedynymi „pewnymi” dokumentami pozostałymi po przeszłości.

Bachofen słusznie zauważa, że historia jako taka nie może nigdy być uchwytna: pewne wydarzenie może pozostawić ślady, jednak jego wewnętrzne znaczenie ucieka nam, zabrane przez nurt czasu, tak że jest ono dla nas niezrozumiałe i nieznane, poza tą skalą, którą zakreśla tradycja i mit. W rozwoju, przemianie, opozycji, a nawet sprzeczności tradycji, symboli i mitów, możemy w istocie zidentyfikować najgłębsze siły, duchowe i metafizyczne „pierwsze elementy”, oddziaływujące w pierwotnych cyklach cywilizacji i doprowadzające do ich najistotniejszych przemian. Otwiera to drogę do metafizyki historii, będącą również historią integralną, w której wyszczególniony jest najistotniejszy, trzeci wymiar. Dokonana przez Bachofena interpretacja wewnętrznej historii Rzymu, opierająca się o jego mity i legendy, jest jednym z najbardziej przekonywujących przykładów wagi i płodności takiej metody.

Kolejną rzeczą jest fakt, iż dzieło Bachofena ma szczególne znaczenie zarówno na poziomie „morfologii”, czy też „typologii cywilizacji”, oraz na poziomie „nauki o rasach duchowych”. Poczynając od różnych form, które niegdyś przybierały relacje pomiędzy płciami, badania Bachofena demonstrują istnienie kilku typowych, odrębnych form cywilizacji, z których wywodzą się różnorodne kluczowe idee, powiązane z kolei z różnymi wizjami świata, przeznaczenia, życia pozagrobowego, prawa i społeczeństwa. Idee te mają nieomal wartość „archetypów” w sensie platońskim; są one twórczymi czynnikami połączonymi przez związki analogii z  siłami wszechrzeczy. W poszczególnych jednostkach, uwidaczniają się one w różnych formach bycia, różnych „stylach” duszy, czucia, działania i reakcji.

Tak właśnie wygląda owa specyficzna nauka, zapoczątkowana przez Bachofena. Nie zdołał on jednak pozbyć się w pełni „ewolucjonistycznej” fiksacji, dominującej w jego czasach. Doprowadziło go to więc do wiary, iż różne rozpoznane przez niego formy, w sensie, o którym wyżej wspominaliśmy, formowały coś w rodzaju kolejnych faz w rozwoju ludzkiej cywilizacji jako ogółu. Jeżeli wyższe, morfologiczne i typologiczne znaczenie jego badań nie ma doznań uszczerbku, ograniczenie to, naturalną koleją rzeczy, musi zostać usunięte.

Świat rozpatrywany przez Bachofena jest zasadniczo światem starożytnych cywilizacji śródziemnomorskich. Wykazywana przez nie chaotyczna różnorodność kultów, mitów, symboli, form prawnych i zwyczajów sprowadzona została w pracach Bachofena do różnych form dwóch fundamentalnych, antytetycznych idei: olimpijskiej-męskiej oraz tellurycznej-żeńskiej. Polaryzacja ta może być również wyrażona przez następujące opozycje: cywilizacje bohaterów i cywilizacje Matek, idea solarna i chtoniczno-lunarna, prawo ojcowskie i matriarchat, arystokratyczna etyka zróżnicowania i orgiastyczno-komunistyczny promiskuityzm, olimpijski ideał „wyższego świata” i panteistyczny mistycyzm, stanowione prawo Imperium oraz prawo naturalne.

Bachofen odkrył „erę ginekokratyczną”, tj. erę, w której dominuje zasada żeńska. Odpowiada jej archaiczna faza cywilizacji śródziemnomorskiej powiązana z ludami pelagijskimi oraz z grupą ludów południowo-wschodniego i azjatyckiego basenu morza śródziemnego. Bachofen prawidłowo zauważył, iż według źródeł, wszystkie te zróżnicowane, lecz zgodne elementy odnoszą się pośród tych ludów do centralnej idei, zgodnie z którą u początku i szczytu każdej rzeczy istnieć musi zasada żeńska, Bogini lub boska Kobieta, wcielająca najwyższe wartości ducha; w porównaniu do niej, nie tylko zasada męska, lecz także osobowość i zróżnicowanie muszą wydawać się drugorzędne i okazjonalne, podległe prawu „Stawania się” i zanikające jako przeciwstawne wieczności i niezmienności przysługującej kosmicznej Wielkiej Matce, Matce Życia.

Matką tą jest czasami ziemia, lub też prawo natury pojmowane jako siła, przez którą zniewoleni są sami Bogowie.

Pośród innych jej aspektów, byłyby to, odpowiednio, wielorakie rozróżnienia: jest ona zarówno Demeter jako boginią rolnictwa i ziemi uprawnej oraz Afrodytą-Astarte jako zasadą orgiastycznej ekstazy, Dionizyjską swawolnością, „heteryczną” (od greckiego słowa „etera”, nie od „ether”) rozpustą, których analogicznym odpowiednikiem jest dzikie bagno lub las.

Charakter tego cyklu cywilizacji polega zwłaszcza na ograniczeniu tego wszystkiego, co jest osobowością, męskością, zróżnicowaniem do domeny naturalistyczno-materialnej, na podległości domeny duchowej symbolowi żeńskiemu (w szerokim znaczeniu tego słowa), często aż do uczynienia z tejże synonimu panteistycznego promiskuityzmu oraz antytezy wobec wszystkiego, co posiada formę, stanowcze prawo i męskie, niematerialistyczne, heroiczne powołanie. Zewnętrznie rzecz ujmując, najbardziej ewidentną ekspresją tego typu cywilizacji jest matriarchat, lub też, mówiąc ogólniej, ginekokracja. Ginekokracja, to znaczy suwerenność Kobiety, odzwierciedla mistyczną wartość, która w tejże koncepcji świata jest jej przypisana. Może ona przy tym mieć za swój odpowiednik, w swych najniższych formach, egalitaryzm prawa naturalnego, uniwersalizm i komunizm. U podstaw komunistycznego promiskuityzmu leży idea braku znaczenia tego wszystkiego co jest zróżnicowaniem, równość wszystkich w relacji z kosmiczną Macierzą, macierzyńska i „telluryczna” (od „tellus”, ziemia) zasada natury, z której wywodzi się każda rzecz i każda istota, i w której znów rozpłyną się one po zakończeniu swej efemerycznej egzystencji. Tej właśnie natury były orgiastyczne uczty, w których celebrowano niegdyś powrót do Matki oraz stanu natury, i w których znoszono tymczasowo wszelkie społeczne różnice. Zasada męska nie posiada tutaj własnej egzystencji, nie jest samowystarczalna. Na płaszczyźnie materialnej, sprowadza się ona tylko do narzędzia rozrodczego, podległa jest więzom kobiety lub przyćmiona przez Demetryjską światłość matki. Na płaszczyźnie duchowej, tylko poprzez Dionizyjską ekstazę zdominowaną przez zmysłowe i żeńskie elementy może ona uchwycić sens tego, co wieczne i niezmienne, oraz zyskać poczucie nieśmiertelności – niemającej jednak nic wspólnego z niebiańską nieśmiertelnością olimpijczyków i bohaterów. Również na płaszczyźnie społecznej, mężczyzna, znający tylko brutalne prawo siły i walki, odczuwa poprzez kobietę istnienie wyższego, spokojniejszego i ponad-osobowego porządku, ową „Demetryjską tajemnicę”, która, w tej czy innej formie, była w Starożytności podstawą i wsparciem matriarchalnego prawa i ginekokracji.

W wyraźnej opozycji do tych poglądów, w starożytnym świecie śródziemnomorskim istnieje cykl cywilizacji olimpijsko-uranicznych. Tutaj, centrum nie jest dłużej określone poprzez symbole Ziemi czy Księżyca, lecz Słońca i sfer niebiańskich („uraniczne” od greckiego słowa „uranos”); nie przez rzeczywistość naturalistyczno-zmysłową, lecz niematerialną; nie przez macierzyńskie łono czy odpowiadającą temu falliczną męskość, lecz przez męskość uraniczną powiązaną z symbolem Słońca i Światła; nie przez symbole Nocy i Matki, lecz Dnia i Ojca. Najwyższy ideał w takiej cywilizacji ucieleśniony jest ściśle przez świat „uraniczny”, poprzez który rozumiany jest świat jasnych, niezmiennych, oderwanych, niezrodzonych bytów, w opozycji do podrzędnego świata bytów zrodzonych, stających się i zanikających, podług reguły życia zawsze efemerycznych, bowiem zawsze powiązanych ze śmiercią. Najwyższym punktem odniesienia jest tutaj religia Apolla i Zeusa: „olimpijska” duchowość, niematerialna męskość, „solarność” bogów wolnych od więzów kobiety i matki, władających w zamian atrybutami ojcostwa i zwierzchnictwa. Ślady myśli helleńskiej pozostawione przez tradycję tej natury są, w mniejszym lub większym stopniu, znane każdemu: tak jak wywodzące się bezpośrednio z niej pojęcia „nous” i „świata inteligibilnego”, poruszane w pracach greckich filozofów. Bachofen, jednakże, zwrócił uwagę na wiele innych jej ekspresji. Patriarchat, w szczególności w formach patrycjuszowskich nie wywodzi się z żadnej innej podstawy. Chęć, by wykroczyć poza „telluryczną” (fizyczną i falliczną) męskość ku męskości heroicznej lub duchowej, integracja wszystkiego, co ma formę i zróżnicowanie zamiast dewaluacji, pogarda dla stanu naturalistycznego, przezwyciężenie prawa naturalnego przez prawo stanowione, ideał formowania siebie, w którym stan natury oraz prawa Matki i Ziemi przewyższone są przez nowy porządek, stojący pod symbolem Słońca i symbolicznych czynów Heraklesa, Perseusza oraz innych bohaterów Światła - wszystko to wywodzi się z powyższego typu cywilizacji.

Jest to zasadnicza koncepcja Bachofena. Stanowi ona klucz do szeregu badań, możliwych do rozwinięcia na płaszczyznach dużo rozleglejszych niż te rozpatrywane przez myśliciela z Bazylei, ponieważ, jak już wykazywaliśmy, Bachofen korzystał z niej jedynie w celu zidentyfikowania, w przybliżeniu, konfliktów, wstrząsów i przemian związanych z ukrytą historią starożytnego świata śródziemnomorskiego. W Helladzie po raz pierwszy, w opozycji do dawniejszych, tubylczych form związanych z kultem telluryczno-materialnym, pojawia się światło duchowości heroiczno-olimpijskiej; niemniej jednak „cywilizacja ojców” nie trwała tutaj długo. Przekształcona przez procesy inwolucji, bez wsparcia trwałej organizacji politycznej, zmieciona została przez ponowne powstanie kultów i sił poprzedniego, pelagijsko-orientalnego okresu, który wydawał się uprzednio przez nią przezwyciężony. Można powiedzieć, że idea tej cywilizacji przekazana została Rzymowi, w którym osiągnęła znacznie szerszy rozwój, którego historia ciągnie się aż do Augusta; w czasach tegoż, Rzym wydawał się osiągnąć nową uniwersalną erę przez doprowadzenie do realizacji misji, specyficznie Zachodniej zdaniem Bachofena, dla której cywilizacja delfickiego Apolla okazała się niewystarczająca.

Ponieważ tak, według Bachofena, przedstawiają się główne cechy metafizyki starożytnej, śródziemnomorskiej historii, gdy pozbędziemy się jej „ewolucjonistycznego” szkieletu stosownym jest wskazanie innych możliwości. Bachofen zauważył, że wbrew podłożu dawniejszego świata, przesyconego „cywilizacją Matki”, rozwinęła się przeciwna, męska, paternalistyczna cywilizacja, by wyprzeć i pokonać tą pierwszą, chociaż, w dalszej kolei czasu i u zamknięcia cyklu, przynajmniej na niektórych terenach, została ona znów zniesiona. Wszystko to było uznawane przez Bachofena za rodzaj samoczynnego rozwoju wewnątrz jednej rodziny ludów. Opozycja dwóch cywilizacji w jego opisie odnosi się zatem, w gruncie rzeczy, do opozycji istniejącej pomiędzy dwoma ewolucyjnymi i postępowymi fazami jednego procesu, bez dociekania jak jedna wywodzi się z drugiej.

Problem ten należy jednak sformułować etnologicznie. Z sedna całej sumy badań w różnych innych dziedzinach dowiadujemy się, z pewnym marginesem wiarygodności, że najstarsze, przed-helleńskie cywilizacje śródziemnomorskie, charakteryzowane przez kult Kobiety, matriarchat oraz społeczną lub duchową ginekokrację, związane były z przed-aryjskimi, czy też nie-aryjskimi wpływami, podczas gdy przeciwna wizja świata, solarna i olimpijska, miała czysto aryjskie pochodzenie. Sam Bachofen napomknął o tym w odniesieniu pierwszej z wymienionych cywilizacji do ludów pelagijskich i w odnotowaniu, że najbardziej charakterystyczny kult świata heroiczno-solarnego, kult delfickiego Apolla, miał tracko-hyperborejskie pochodzenie, co równe jest z nazwaniem go nordycko-aryjskim. Niemniej jednak, jego ewolucjonistyczne nastawienie przeszkodziło mu w osiągnięciu sedna tych niezaprzeczalnych faktów. I podczas gdy geniusz nie zawodził go przy powiązaniu przetrwałych do naszych czasów, pozostałych fragmentów cywilizacji ginekokratycznej z archaiczną jednostką, do której należą, nie zdołał postąpić w podobny sposób z solarnymi i olimpijskimi elementami, które pojawiły się i utwierdziły w starożytnym świecie śródziemnomorskim, co doprowadziłoby go do odnotowania istnienia olimpijskiej, paternalistycznej cywilizacji, równie archaicznej, jednak o innych korzeniach etnicznych.

W porównaniu z poprzednią, najczystsze formy drugiej ze wspomnianych cywilizacji są w basenie morza śródziemnego częstsze. Są one częstsze jednakże wyłącznie w relatywnym sensie, w tym, iż w świecie śródziemnomorskim pojawiają się one tylko w danym momencie, nie zaś w sensie absolutnym, który pociągałby za sobą fakt, iż nie istniałyby one wcześniej i mogłyby narodzić się tylko przez drogę sukcesywnych „faz ewolucyjnych”, wewnątrz jednej i tej samej grupy ludności. Prawdziwe jest raczej tegoż przeciwieństwo, to znaczy, że wiele form wywodzonych przez Bachofena z cyklu Matki (w jego wyższych, „lunarnych” i „Demetryjskich” aspektach), uznawanych być może nie tyle za rzeczywiście wrodzone cywilizacjom, w których są znajdowane, lecz bardziej jako formy inwolucji niektórych gałęzi solarnej tradycji, lub jako rezultat interferencji między tymi tradycjami. Odpowiada to, między innymi, naukom dotyczącym „czterech wieków”, przekazanym przez Hezjoda.

Nie możemy, jednakże, skupić się tutaj na powyższym argumencie, biorąc pod uwagę to, że nie wchodzi on w skład badań Bachofena, a ponadto został już przez nas poruszony w innych pracach1. Niemniej jednak, dzieło Bachofena stanowi nadzwyczaj pożyteczny wstęp do dalszych badań, które na podstawie śladów składających się z symboli, rytów, instytucji, zwyczajów i form prawnych, wywodzących się, odpowiednio, z cywilizacji Matki lub cywilizacji Heroiczno-Solarnej, zidentyfikować mogą przeciwstawne wpływy, „rasę ciała” i „rasę ducha”, oddziaływujące w starożytnym świecie śródziemnomorskim, włączając w to jego greckie i rzymskie elementy. Biorąc pod uwagę nowy materiał, który zebrano w międzyczasie, studia takie mogłyby osiągnąć bardzo ciekawe rezultaty; na podstawie tych samych, podstawowych idei możliwe byłoby dodatkowo powzięcie badań w odniesieniu do innych cywilizacji, europejskich i nieeuropejskich.

W przypadku poglądów Bachofena dotyczących ściśle morfologicznej i typologicznej płaszczyzny, musimy odnotować, że myśliciel ten nie zatrzymał się na rozważaniu dwóch antytetycznych pojęć, zasad „solarnej” i „tellurycznej”, męskiej, uraniczno-paternalistycznej i telluryczno-macierzyńskiej, lecz brał pod uwagę również formy pośrednie, które odnosił do pojęć „demetryjska” (lub „lunarna”), „amazońska”, „heroiczna”, i „dionizyjska”. Mamy więc, w sumie, siedem punktów odniesienia, zgodnie z którymi wyznaczyć można nie tylko rodzaje cywilizacji, lecz także typowe formy bycia, umożliwiające nam mówienie o człowieku „solarnym”, „lunarnym”, „tellurycznym”, „amazońskim”, „dionizyjskim” lub „heroicznym”. My sami, we wspomnianych pracach, szukaliśmy rozwinięcia specjalnej typologii w oparciu o wyłożone wyżej podstawy. Jest to, powtarzając, nowa dziedzina nauki dotycząca ducha, dla badaczy, którym poglądy Bachofena mogą dostarczyć cennych punktów odniesienia.

Na koniec, należy zaznaczyć, że badania tego rodzaju nie mają wyłącznie celu retrospektywnego w kontekście rekonstrukcji ukrytej historii starożytnego świata, lecz mogą również okazać się bardzo użyteczne dla tych wszystkich, którzy podejmują wysiłek odkrycia prawdziwego oblicza dzisiejszych czasów oraz sformułowania diagnozy i prognozy dla całej Zachodniej cywilizacji. Bachofen przeczuwał w niektórych miejscach swych dzieł istnienie cyklicznych praw, których efektem, pod koniec danego rozwoju, są pewne inwolucyjne, degenerujące formy reprezentujące nieomal powrót do pierwotnych okresów wyprzedzonych przez ów rozwój. Dzisiejszymi czasy, niepokojący stopień, w którym współczesna Zachodnia cywilizacja przedstawia i powiela główne cechy „epoki Matki”, epoki tellurycznej i „afrodyjskiej”, ze wszelkimi ich konsekwencjami, zauważony został, nie bez odniesienia do Bachofena, przez więcej niż jednego autora. We wstępie do wspomnianego wyżej wyboru pism, Baumler pisze: „Na ulicach Berlina, Paryża lub Londynu, wystarczy obserwować przez moment mężczyznę lub kobietę by uświadomić sobie, że kult Afrodyty jest tym, przed którym Zeus i Apollo musieli dokonać odwrotu... Dzisiejsze czasy noszą, w rzeczywistości, wszystkie cechy ery ginekokratycznej. W późnej, dekadenckiej cywilizacji powstają nowe świątynie Isis i Astarte, azjatyckich bogiń-matek, sławionych przez orgie i rozpustę, przez zdesperowane zatapianie się w zmysłowej rozkoszy. Urzekająca żeńskość jest idolem naszych czasów, przechodząca się z wymalowanymi ustami przez europejskie miasta tak, jak niegdyś czyniła to w Babilonie. I jakby chciała ona potwierdzić głęboką intuicję Bachofena, skąpo ubrana współczesna władczyni mężczyzny trzyma na smyczy psa, starożytny symbol nieograniczonego promiskuityzmu seksualnego i sił piekielnych”2. Jednak te analogie można rozwinąć w dużo większym stopniu.

Współczesne czasy są „telluryczne”, nie tylko w swych mechanistycznych i materialistycznych aspektach, lecz także, w szczególności, w wielu aspektach „witalnych”, w różnych religiach Życia, Irracjonalności i Stawania się, ścisłych antytezach wszelkiej klasycznej czy „olimpijskiej” koncepcji życia. Keyserling, potwierdzając tą analizę, twierdził, że można mówić o tellurycznym charakterze – to znaczy irracjonalnym, związanym głównie z nieposiadającymi transcendentnego odniesienia formami odwagi, samo-poświęcenia, zapału i oddania – wykazywanym przez współczesny ruch masowy, który można nazwać, ogólnie rzecz biorąc, „światową rewolucją”. Wraz z demokracją, marksizmem i komunizmem zachód podjął ponownie, w zsekularyzowanych i materialistycznych formach, starożytną koncepcję prawa naturalnego, zrównującego, anty-arystokratycznego prawa chtonicznej Matki, piętnującego wszelką różnicę jako niesprawiedliwą; zaś siła przyznawana często na tej podstawie elementowi kolektywistycznemu wydaje się przywracać do mocy starożytną nieistotność jednostki właściwą koncepcji „tellurycznej”.

Dionizos pojawia się znów wraz z nowożytnym romantyzmem: mamy tutaj do czynienia z tą samą miłością wobec nieposiadającego formy, mętnego, nieskończonego, z tym samym pomieszaniem pomiędzy doznaniem a duchem, tą samą wrogością wobec męskiego i apollińskiego ideału jasności, formy i granicy. Nawet wychwalający Dionizosa Nietzsche jest żywym, tragicznym dowodem współczesnego braku zrozumienia tego ideału, co potwierdza telluryczna natura wielu jego koncepcji. Nadto, mając za sobą lekturę Bachofena, nietrudno dostrzec „lunarny” charakter właściwy najbardziej rozpowszechnionej formie współczesnej kultury: bazującej na mętnym i pustym intelektualizmie, sterylnej kulturze odseparowanej od życia, zdolnej tylko do krytycyzmu, abstrakcyjnej spekulacji i próżnej, estetycznej twórczości; kulturze równie blisko związanej z cywilizacją, której materialne wyrafinowanie przybrało formy skrajne (zgodnie ze specyficzną terminologią Bachofena powiedzielibyśmy: afrodyjskie) i w której kobieta i zmysłowość stały się często motywami dominującymi niemalże do patologicznego i obsesyjnego stopnia.

I gdziekolwiek kobieta nie staje się nowym idolem mas w nowoczesnej postaci, nie tyle bogini, ile „gwiazdy” filmowej, lub temu podobnej, urzekającej, afrodyjskiej formie, dochodzi ona często swego prymatu w formach nowych, „amazońskich”. Widzimy więc zmężniałe sportsmenki, „garconny”, kobiety poświęcające się jednostronnemu rozwojowi ciała, sprzeniewierzające się zadaniu, które byłoby normalne dla nich w cywilizacji typu męskiego, wyemancypowane i niezależne, a nawet wkraczające w dziedzinę polityczną. I to jeszcze nie wszystko.

W cywilizacji anglosaskiej, a w szczególności w Ameryce, człowiek, którego życie i czas pochłaniają interesy i dochodzenie bogactwa, służącego w dużej mierze jedynie opłacaniu żeńskiego luksusu, kaprysów, słabości i wyrafinowania, ustąpił kobiecie przywilej, lub nawet monopol, zajmowania się sprawami „duchowymi”. To dokładnie w tej cywilizacji widzimy rozmnożenie „spirytualizmu”, spirytystycznych, mistycznych sekt, w których wyższość elementu żeńskiego jest już znamienna sama w sobie (przykładowo dwie kobiety, Bławatska i Besant, powołały do życia i prowadziły tzw. Towarzystwo Teozoficzne). Dużo ważniejszy powód stoi jednak za tym, iż nowy spirytualizm ukazuje się nam jako swego rodzaju reinkarnacja starożytnych żeńskich misteriów: jest to bezforemny eskapizm w pogmatwane ponadzmysłowe doświadczenia, pomieszanie mediumizmu i spirytualizmu, nieświadoma ewokacja prawdziwie „piekielnych” wpływów oraz nacisk kładziony na doktryny takie jak reinkarnacja, potwierdzające, poprzez owe pseudo-spiritystyczne nurty, związek, o którym już wspomnieliśmy i dowodzące, że w tych mylnych pragnieniach, by wyjść poza „materializm”, współczesny świat nie zdołał dotrzeć do niczego, co powiązać by go mogło z wyższą tradycją o olimpijskim i „solarnym” charakterze.3

Psychoanaliza, z wagą, którą nadaje nieświadomości kosztem świadomości, „nocnej”, podziemnej, atawistycznej, instynktownej, seksualnej stronie człowieka kosztem tego wszystkiego co przebudza życie, wolę i prawdziwą osobowość, zdaje się odpowiadać dokładnie starożytnej doktrynie, której jest przejawem, dotyczącej prymatu Nocy nad Dniem oraz Ciemności Matek nad, rzekomo efemerycznymi i nieistotnymi, formami.

Trzeba zwrócić uwagę na to, że powyższe analogie, dalekie od bycia przesadnymi lub niewiarygodnymi, oparte są na szerokich i solidnych podstawach, i dlatego też są w dużym stopniu niepokojące, gdyż ponowne pojawienie się „ery ginekokratycznej” może oznaczać dla nas tylko koniec cyklu i upadek cywilizacji utworzonej przez wyższą rasę. Jednakże wiele myśli Bachofena, prócz umożliwienia nam identyfikacji owych symptomów dekadencji, ukazuje nam również punkty odniesienia dla możliwej reakcji i rekonstrukcji. Mogą się na nie składać jedynie „olimpijskie” wartości nowej, anty-ginekokratycznej, męskiej cywilizacji. I to właśnie Bachofen odzyskał dla nas w postaci „Zachodniego Mitu”: twórczą ideę, ideał określający co jest w szczególnym stopniu zachodnie w historii cywilizacji. Jak już tłumaczyliśmy, dla Bachofena był to Rzym, który, po próbie podjętej przez apollińską Helladę, przejął ten ideał, oraz utwierdził „cywilizację ojca” na uniwersalnych podstawach; jednakże tylko poprzez drogę tragicznych zmagań przeciwko siłom, które, krok po kroku, miały powrócić i ponownie, wielokrotnie utwierdzać się, początkowo w jednej, następnie w kolejnych dziedzinach rzymskiego życia i cywilizacji. Ktokolwiek potrafi dojrzeć głęboką prawdę tego spojrzenia Bachofena, dojrzeć też może nowe i niezwykle interesujące pole otwierające się przed nauką: pole dotyczące odnalezienia i identyfikacji olimpijsko-paternalistycznej (w wyższym znaczeniu tego słowa) rzymskości. Lecz po spustoszeniu, jakie bezmyślna i nadęta retoryka dokonała w odniesieniu do reputacji Rzymu, po tym, co mętna i bezduszna akademicka erudycja oraz historiografia uczyniły, byśmy zapomnieli o wszystkim jasnym i niezmiennym, co przejawiało się w pierwotnej rzymskości i tworzyło jego prawdziwą misję, jak można przywrócić poważne podejście do znaczenia, które mogłyby mieć dla nas takie badania, a zatem i dzieło samego Bachofena?

Niemniej jednak, to wszystko, co może nie być możliwe dziś z powodu rozmaitych czynników, niektórych tylko okazjonalnych, może być możliwe jutro, w spokojniejszym okresie. Jedną z największych zasług Bachofena jest to, że przywrócił godność męskiej, olimpijskiej cywilizacji, tym samym wnosząc wkład w możliwość korekty wielu ideologicznych wypaczeń i błędnych wizji współczesnych czasów.

  1. Zwłaszcza zaś w drugiej części Rivolta contro il mondo moderno (Rewolta przeciw współczesnemu światu).
  2. Wstęp do Der Mythos von Orient und Okzident, München, 1926, pp.CCXCI-CCXCIII.
  3. Zobacz Maschera e Volto dello Spiritualismo contemporaneo, Laterza, Bari, 1932, 1949; Mediterranee, Roma, 1971, 1990 (Maski i oblicza współczesnego spirytualizmu).

(źródło: „Il Matriarcato nell' Opera di J.J.Bachofen” w: „Le Madri e la Virilita Olimpica”, 1949
http://thompkins_cariou.tripod.com
tłumaczenie z ang. KS)